relacja z maratonu Z這tym Stoku INTEL 2007

24.06.2007


    Krotka opowie嗆 o tym jak to nie umar貫m z przegrzania, z przejedzenia i z przepicia czyli maraton rowerowy w Z這tym Stoku 2007-05-26

    Pierwszy m鎩 maraton w tym roku mia mi da odpowied na to, w jakiej jestem formie, po solidnie przepracowanej zimie. Przygotowania do niego zacz掖em kilka dni wcze郾iej, od doprowadzenia roweru do stanu takiego jak lubi, czyli idealnego i pewnego w ka盥ych warunkach. Poza detalami jak wymiana pancerzy mia貫m dwa du瞠 dylematy. Czy zmieni szerok, gi皻 kierownic na w御k prost, z jak startowa貫m ca造 zesz造 sezon. Ba貫m si, 瞠 na starcie i pierwszych km b璠zie ciasno i nerwowo. Na szcz窷cie z lenistwa zostawi貫m szerok kierownic co okaza這 si bardzo trafnym wyborem. Drugim, wi瘯szym dylematem, by wyb鏎 przedniego ko豉. Mia貫m do wyboru trzy r騜ne o r騜nym stopniu zu篡cia i niepewno軼i. Wybra貫m to najl瞠jsze, w kt鏎ym aluminiowe nyple raz na jaki czas p瘯aj, gdy ko這 dostaje mocno w ko嗆. I tu wyb鏎, jak si p騧niej okaza這, r闚nie okaza si trafny, gdy trasa w Z這tym Stoku by豉 tylko nieco bardziej nier闚na ni asfalty u mnie na 奸御ku :) Dzie przed maratonem, przy rytualnym czyszczeniu nap璠u, odkry貫m, 瞠 kaseta jest cz窷ciowo odkr璚ona i st康 te dziwne stuki, kt鏎e trapi造 mnie od chyba miesi帷a.

    Wreszcie nadchodzi sobota, i o 6.00 wyruszamy z Krzy鄂iem i jego te軼iem w stron Z這tych G鏎. Na miejscu jeste鄉y troch po 8.00 tak wi璚 czasu na wynudzenie si jest a nadto, bo okazuje si, 瞠 problemy z giga/mega kolejkami po czipy, odesz造 w niepami耩 i obecnie s mini kolejki. S這鎍e mocno ju grzeje, robi si parno i duszno. Ulewa wisi w powietrzu. Po篡wiam si obficie makaronem, zabieram cienk kurtk i batoniki do koszulki i idziemy wrzuci rowery na start na pocz徠ek trzeciego sektora, a sami chowamy si do cienia. Jednak muzyka i komentarze ch這pak闚 z mikrofonami powoduj, 瞠 jak najszybciej chc st康 odjecha.

    Na szcz窷cie start si nie op騧nia i punktualnie o 11 ruszamy z rynku asfaltem do g鏎y. Jad spokojnie lecz nikt mnie prawie nie wyprzedza a ja powoli wyprzedzam tych, kt鏎zy mocno przecenili swoje mo磧iwo軼i. Pierwszy zakr皻 w prawo przez mostek i s造sz, 瞠 kto za mn le篡 i blokuje przejazd innym. C騜, przynajmniej grupa po軼igowa zosta豉 w tyle, pomy郵a貫m i pogna貫m do dalej. Nied逝go trwa這, a zn闚 znale幢i鄉y si na rynku i tym samym runda honorowa si sko鎍zy豉. Tu najlepiej zrobili Ci, kt鏎y nie jechali ju dalej, tylko poszli piwko z kie豚ask ;) Wreszcie zacz掖 si podjazd na Jawornik Wielki, kt鏎y wysoko軼i bezwzgl璠n mo瞠 nie dobija - mierzy marne 870m n.p.m. ale faktycznie jest gdzie si zm璚zy. Jedzie si i jedzie, a ko鎍a podjazdu nie wida. Wok馧 nas s jednak pi瘯ne lasy, kt鏎e chroni od zab鎩czych promieni s這鎍a. Napieram wi璚 na peda造 ile fabryka da豉, pulsometr 鈍iruje i pokazuje mi chyba ile dni zosta這 do ko鎍a roku, ale przez to powoli i mozolnie zyskuj co chwil kilka pozycji. Mo瞠 na 10km mijam bez wi瘯szego wysi趾u ζtk, kt鏎a w tym roku bardzo upodobni豉 si do Justyny ;) i nasz豉 mnie ma豉 refleksja - 瞠 chyba trzeba jednak troszk zwolni, bo jad帷 na giga, trzeba troch inaczej roz這篡 si造. Jako 瞠 by貫m pewny, 瞠 ζtka jedzie na d逝gi dystans, zwolni貫m do jej pr璠ko軼i i bez wi瘯szego zm璚zenia wdrapa貫m si pod szczyt Jawornika, gdzie obok drewnianej 豉weczki roztacza si pi瘯ny widok na okolic (tak naprawd to widoki podziwia貫m na drugim k馧ku :D Jeszcze tylko stromy podjazd, gdzie upa dawa si mocno we znaki, i zaczyna豉 si chyba przyjemniejsza cz窷 trasy. D逝gie ale niezbyt m璚z帷e szutrowe podjazdy i piekielnie szybkie szutrowe zjazdy. Na jednym z zakr皻闚 kto niestety nie wyrobi si i chyba konkretnie si po豉ma, bo opieka medyczna usztywnia豉 jego ko軼i. Ja na d逝gich prostych lecia貫m bez hamowania, nowy/stary jett race wybiera pi瘯nie, lepiej ni bomber, ale przed ka盥ym zakr皻em hamowa貫m tak, aby nie by這 mowy o "jechaniu po bandzie". Technicznych odcink闚 by這 jak na lekarstwo, a jak ju by造, to nie mo積a by這 na nich poszale, bo osoby przede mn kurczowo zaciska造 klamki hamulcowe. Ale odbij to sobie na drugiej p皻li, pomy郵a貫m. Ca造 czas jecha這 si wy鄉ienicie, popija貫m du穎, podjada貫m to i owo by energetyka nie od陰czy豉 niespodziewanie pr康u i jecha貫m z dusz na ramieniu, bo burza zbli瘸豉 si i z p馧nocy i po逝dnia, wi璚 zbawienne och這dzenie mia這 przyj嗆 lada moment. Jeszcze miejscowych drwali zapyta貫m czy b璠zie la, a wszyscy zgodnie potwierdzili, 瞠 b璠zie. Chwil p騧niej, przy bliskich ju gromach z nieba, zacz掖 si odcinek, kt鏎ego nawet czo堯wka pewnie nie podjecha豉 ;) By這 to strome podej軼ie po du篡ch kamieniach na Ptasznik. Ciekawie wygl康a這 to z do逝, jak sznur szerp闚 w Himalajach mozolnie i powoli zdobywa szczyt. Ale w praktyce ju tak r騜owo nie by這. 13kg rower daje si mocno we znaki i na podej軼iu ca造 czas my郵a貫m, jak to fajnie maj Ci z rowerem wa膨cym 9kg. Ale nie za豉mywa貫m si, bo pewnie zjazd ze szczytu b璠zie poezj. Niestety by marny i kr鏒ki wi璚 to podej軼ie by這 tak troch na wyrost, dla urozmaicenia ca貫j trasy, ale przyjemne dla mnie nie by這.

    Z wielkiej chmury ma造 deszcz, spad這 zaledwie kilka kropek wody, kt鏎e nawet nie zmy造 ze mnie brudu i py逝, a suchej nawierzchni nie zwil篡造. To mnie troch pod豉ma這, bo zazwyczaj deszcz ma na mnie zbawienne dzia豉nie w takich temperaturach. Jecha貫m wi璚 ju spokojniej, zw豉szcza 瞠 czu貫m, 瞠 zbli瘸j si "skurczybyki". Chwil p騧niej by kolejny bufet, na kt鏎ym zatankowa貫m do pe軟a i na瘸r貫m si jak ma貫 prosi, bo st馧 by mocno zastawiony 豉kociami. Niestety du瘸 ilo嗆 picia nie jest panaceum na wszelkie z這 na maratonie i zaraz za bufetem poczu貫m, 瞠 skurcze s niebezpiecznie blisko i czyhaj na chwil nieuwagi z mojej strony i zaatakuj z mordercz si陰. Kr璚i貫m wi璚 spokojnie na wysokich obrotach, od czasu do czasu przyspieszaj帷 gdy przychodzi jaki mobilizuj帷y bodziec w postaci p販i pi瘯nej. Tych jednak by這 jak na lekarstwo i dopiero w ko鎍闚ce zmusi貫m si na wi瘯sze tempo, gdy min窸a mnie Aga z BikeWorld'u. Ko鎍闚ka p皻li by豉 naprawd przyjemna, ma這 podjazd闚 a na koniec d逝ga郾y zjazd. Wreszcie rozjazd, z czasem r闚nych 3h, i d逝窺zy popas na bufecie.

    Wnet zacz掖 si ponowny podjazd na Jawornik. Zawsze mam tak, 瞠 po postoju na bufecie mam problemy ze skurczami i tym razem po nieca造m 1km podjazdu, chwyci造 mnie na dobre. Zsiad貫m z roweru i chwil si ponaci庵a貫m. My郵 sobie - wracam, za 10min b璠 na mecie. W przeciwnym bowiem wypadku, przez najbli窺ze 3-4h czekaj mnie niechybnie chwile cierpienia i zw徠pienia. W tym czasie min窸y mnie z 4 osoby i by貫m pewny, 瞠 w obecnie zamykam stawk na giga. Prze豉ma貫m si jednak i ruszy貫m powolutku i ostro積ie pod g鏎. S這neczko zn闚 zza chmur wychodzi這 i robi這 si coraz cieplej. Daleko przede mn majaczy豉 jaka sylwetka zawodnika. Za mn nie by這 nikogo. By貫m sam, zupe軟ie sam, ale jednak nie do ko鎍a sam ;). Podjazd uprzyjemnia造 mi 篡wo 獞ierkaj帷e ptaki co mnie troch zmobilizowa這 oraz stado much, kt鏎e otoczy這 mnie wok馧 i nie spos鏏 by這 im uciec. A podjazd ci庵n掖 si w niesko鎍zono嗆, tempomat ustawiony by na 5km/h i nie chcia drgn望 ani o deko. Nie do嗆, 瞠 ja ledwo zipia貫m, to jeszcze rower przy mocniejszym depni璚iu na prawy peda poj瘯iwa - ki czort. Sprawdzi貫m tylko zacisk tylnego ko豉 ale to ni by這 to. Gdzie w po這wie podjazdu min窸o mnie z dw鏂h zawodnik闚, z czego jeden wygl康a jakby jecha dopiero pierwsz p皻le a drugi wygl康a nieco lepiej ni ja ale r闚nie tragicznie. Na szcz窷cie wszystko co z貫 kiedy si jednak ko鎍zy i po 1h podjazdu znalaz貫m si na szczycie. Dos這wnie i w przeno郾i. Bo takiego do豉 jeszcze chyba nigdy nie mia貫m jad帷 na rowerze. Ale i tak najgorsze jeszcze mia這 przyj嗆 ;) Teraz odzyska貫m wiar w swoje mo磧iwo軼i i cieszy貫m si ze zjazd闚 jak ma貫 dziecko. Nie musia貫m uwa瘸 na innych, bo tych nie by這. Czu貫m si wreszcie jak w g鏎ach - wolny, pe貫n swobody i szcz窷liwy. O dziwo na najbli窺zym bufecie by這 kilka os鏏 i by造 te pyszne batoniki wuwu. Zn闚 si nimi napcha貫m do syta, bo by這 ich du穎 a szkoda aby si zmarnowa造, bo by造 przekrojone na p馧 ;) Dalej trasa by豉 豉skawsza dla n鏬. Wydawa這 mi si, 瞠 utrzymuj sensown pr璠ko嗆, ale w pewnym momencie na podje寮zie s造sz za sob jakiego zawodnika, na jakim totalnym rupieciu chyba, bo skrzypia這 to bardziej ni m鎩 30 letni holender. Patrz przez rami a to full ㄆkiego wydaje takie odg這sy, 瞠 p這szy zwierzyn w odleg這軼i 3km. My郵 sobie, jest 幢e. Ja wycieniowany dwa razy bardziej od ㄆkiego daj si wyprzedzi na ma造m podje寮zie. Co to, to nie. I o dziwo, nogi zacz窸y kr璚i szybciej a serducho wreszcie si troch podkr璚i這. Zacz掖em si nawet zbli瘸 do Mariusza z Lajkonik闚 ale na bardzo szybkim zje寮zie, gdzie hamowa這 si tylko przed zakr皻ami, straci貫m go z oczu, za mn natomiast zn闚 pojawi si ㄆki. Koniec zjazdu dobitnie sugerowa, 瞠 zaraz zacznie si nic innego jak podjazd, bo p豉skich odcink闚 na tym maratonie by這 procentowo wybitnie ma這. Zacz瘭i鄉y si gramoli do g鏎y w pe軟ym s這鎍u, z czachy mi si dymi這, ale jecha trzeba by這 dalej, bo w tym momencie odwrotu ju nie by這. Si璕a貫m wi璚 cz瘰to po bidon, 瞠by si nie przegrza i nie odwodni. Korzystaj帷 z okazji, 瞠 blisko 軼ie磬i p造nie leniwie ma造 strumyk, sch這dzi貫m sobie g這w i my郵a貫m, 瞠 rusz dalej jak nowo narodzony. Tak si jednak nie sta這, zacz掖 bole mnie brzuch od ci庵貫go picia tego syforade'u, kt鏎ego za s豉bo rozrzedza貫m wod. Zn闚 musia貫m zwolni. Wlok貫m si teraz pod ma貫 wzniesienia nieludzko wolno. Dodatkowo niebawem mia這 by podej軼ie pod kamienny Ptasznik, wi璚 otuchy nie by這 z nik康. O dziwo, przed samym Ptasznikiem doszed貫m pewnego Pana z kat. M5, kt鏎y narzeka, 瞠 maraton nie poszed po jego my郵i i mia wywrotk. Nie chcia貫m nic m闚i, bo ja w jego wieku to b璠 chyba tylko kana造 w TV przerzuca. Min掖em go, jak si p騧niej okaza這 by豉 to jedyna osoba, kt鏎 min掖em na drugiej p皻li, i zacz掖em podchodzi pod zwa造 kamieni. Rower ci捫y tym razem jak 50kg w鏎 ziemniak闚, prawa r瘯a od podnoszenia roweru by豉 s豉ba jak nigdy, ale samo podej軼ie min窸o mi nawet jakby szybciej ni za pierwszym razem. Z Ptasznika, chcia貫m odlecie - jak ptak, ale jako nie by這 si gdzie nap璠zi. Kr鏒ki zjazd, na kt鏎ym ledwo odpocz掖em i zn闚 przyszed psychiczny kryzys. Musia貫m sobie doda jako otuchy. Postanowi貫m wi璚 poszuka jej w tylnej kieszonce... i wyci庵n掖em ostatniego batonika musli. To by chyba najwi瘯szy b陰d na tym maratonie. Po jego zjedzeniu, id帷 powoli pod g鏎, w pe軟ym s這鎍u, moje serducho zacz窸o g逝pie i wali jak na alarm. Batonika o ma這 nie zwymiotowa貫m i ju chcia貫m wyci庵a kom鏎k, aby dzwoni po pomoc medyczn. Jednak jej nie wyci庵n掖em, bo nie mia貫m wpisanego ich numeru... Na szcz窷cie zacz掖 si przyjemny zjazd do ostatniego bufetu, na kt鏎ym odpocz掖em i co wa積iejsze cia這 si lekko sch這dzi這. Zn闚 odzyska貫m rado嗆 z jazdy (ze zjazd闚 tak naprawd). Przy bufecie ㄆki klei Pythona, a 豉dne dziewczyny polewa造 jego g這w wod i masowa造 zm璚zone barki ;D Ja zatankowa貫m i odjecha貫m powolutku. Wreszcie jecha這 mi si tak, jak powinno mi si jecha przez ca造 maraton. Skurcze odesz造 w niepami耩, nie by貫m ob瘸rty ani zalany izotonikami, tylko popija貫m ma貫 造ki wody. Szed貫m jak przecinak, zupe軟ie samotnie przez ca貫 ostatnie 18km. Na ko鎍u chcia貫m skr璚a do kopalni ale dwa razy mnie przegoniono w drug stron... troch by貫m roz瘸lony tym faktem ale ch這paki na mecie przedstawili mi ponury obraz tej瞠 dziury, wi璚 w zasadzie dobrze, 瞠 mnie tam nie by這.

    Na met dojecha貫m z czasem 6.25. Uzyska貫m 87 miejsce i 39 w M2. Wnioski: by這 by znacznie lepiej, gdyby nie by這 tak parno, gdybym tyle nie jad s這dyczy i nie pi tyle izotonik闚. Musz te bardziej popracowa nad rozci庵aniem 軼i璕ien pod udami, bo prawdopodobnie to powoduje u mnie skurcze. No i gdyby moje treningi, raz na jaki czas, sk豉da造 si z jazd 5-6h a nie maksymalnie 3,5h jak to tej porty, to b璠zie super . Ale, 瞠 sezon dopiero si rozkr璚a, jestem dobrej my郵i na przysz這嗆.

    Pozdrawiam wszystkich tych kt鏎ych min掖em i kt鏎zy mnie mijali, nawet tych, na kt鏎ych odburkn掖em, 瞠 mi zaje盥瘸j drog zaraz po wyprzedzeniu. Pozdrawiam te i reszt startuj帷ych oraz tych, kt鏎zy t relacj czytali a sami nie mogli pojecha do ZS. Do zobaczenia na kolejnych g鏎skich maratonach. P.S. Jecha貫m w charakterystycznej koszulce Marina oraz czerwonymi, aluminiowymi, p瘯aj帷ymi szprychami ;)

maraton z這ty stok


















.............